- Długo dziś spałaś- odzywa się mama z głębi chaty, odwiązując spod dachu wysuszone zioła.
- Miałam zły sen...- mówię i przełykam ślinę. Moje sny to niemal zawsze przepowiednie. Nie mam wątpliwości, że pożar nadejdzie pod wieczór. Że jeśli chcę uciec to teraz.
- Dziś jest Noc Elfów kochanie...- zaczyna matka i kieruje swój zniszczony Czarną Magią wzrok w moją stronę- zechcesz ze mną...-
- Nie! Nie ze chcę. Mówiłam to już wiele razy: nie mieszaj mnie w to- odpowiadam trochę nazbyt głośno. Matka wpatruje się we mnie ale jedynie wzdycha cicho i odwraca się ponownie w stronę ziół. Przecieram twarz dłonią i wstaję z okrytej kocami deski, którą zwykłam nazywać łóżkiem.
Noc Elfów tego roku wypada na początku lipca i jak zawsze znaczy wiele dla mamy. Osobiście nie przepadam za Elfami. Uważają się za panów tego lasu. To prawda, są nieodłączną częścią Czarnego Lasu ale i bez nich nie żyło by się najgorzej. Wiedźmy zorganizują tej nocy Sabat gdzieś na polanie "w środku kręgu" i wymienią się tym co wiedzą oraz narobią kolejnych kłopotów temu światu.
Otwieram prowizoryczne szafki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zgniłe jabłka i zajęcze kości to jedyne co znajduję. Po pokoju rozlega się warkot mojego żołądka. Słyszę głos mamy.
- Nie powinno się jeść w Noc Elf...
- Milcz!- nie wierzę, że tak po prostu to powiedziałam. Podchodzę do matki i spoglądam w jej czarne oczy - Nie obchodzi mnie żadna Noc Elfów, rozumiesz? Jestem Twoją córką, domagającą się jedzenia, które powinno tu być za pieniądze, które ci przynoszę z pracy na polu. Gdzie one są?
Mama zaciska usta. Jej przesuszone, brązowe włosy zaczynają lekko falować pod wpływem energii. Nie rzuci na mnie zaklęcia. Wiem, że nie da rady.
- Demony- to jedyne co pada z jej ust. Jestem wściekła.
- Co? Dałaś demonom nasze pieniądze?- pytam się. Mam ochotę wrzeszczeć.
- Dobrze wiesz, że jeśli nie dostaną czego chcą odbiorą mi mój dar...
- I ja mam głodować za Twój cholerny DAR?! - akcentuję ostatnie słowo. Mama milknie.
- Wspaniale...- bełkoczę pod nosem oraz sięgam po skórzaną torbę, która zawsze jest gotowa w razie nagłej ucieczki. Odwracam się i otwieram drzwi.
- Ingrid... nie odchodź- szepcze matka ale nie słucham jej. Trzask drzwi jest muzyką dla moich uszu.
Nasza chatka leży za gajem brzóz i zazwyczaj nie mamy gości. Jedynie Ci, których ściąga tu Lordia, moja mama. Najczęściej to dzieci, którym odbiera życiodajną energię. Widok tych podłych brzóz jest dla mnie tym razem pocieszający gdyż wiem, że widzę je po raz ostatni. Wytężam słuch ale nie rozlega się śpiew żadnego ptaka. Cóż się dziwić. To okolica Lordii. Tu się nie raduje lecz umiera...
Czarny Las zamieszkuje wiele wiedźm. Każda ma swój region, a jest ich cztery. Region Ziemi, Ognia, Powietrza oraz Wody. Tak się składa, że przypadło mi żyć w Powietrznej strefie. Wiedźmy to ciekawe istoty. Tacy jak moja matka byli kiedyś normalni ale zapragnęli władzy. Chcieli być inni, lepsi. Najprostsza droga to zawrzeć pakt z Szatanem lub też z demonami jeśli nie lubisz większego wysiłku. Wszystko ma jednak swoją cenę. Magii nie dostaniesz za darmo. Aby czarować wiedźmy potrzebują wiele energii, którą zyskują z nieszczęśników zapędzonych pod ich dom. Jednakże zabijając tracą w sobie to co ludzkie. Zmieniają się w potwory. A dziś w nocy będą nadzwyczaj okrutne.
Jestem wiedźmą. Jako córka Lordii odziedziczyłam dar kontrolowania energii. Posiadłam wiedzę o eliksirach i wywarach ale nigdy nie splamiłam się krwią innego stworzenia. Moja magia wciąż jest czysta choć słaba. Ani mi się śni jej powiększać.
Jeszcze raz zerkam na żałosną chatkę po czym kieruję się w stronę wydeptanej przeze mnie dróżki, którą jestem w stanie pokonywać dziennie ze sto razy. Próbuję siłą woli uciszyć domagający się pożywienia brzuch ale wszystko na nic. Do moich nozdrzy dociera również zapach potu z mojej zniszczonej bordowej sukni, kupionej za parę drobniaków. Zatrzymuję się i skupiam swoją energię, myśląc o wodzie ale nic się nie dzieje. Mimo tego, że narodziłam się w kręgu powietrza wciąż mam złudne nadzieje, że dałabym sobie radę z magią wody. Nadzieja umiera ostatnia.
Rozglądam się uważnie. Ostrożność w moim przypadku jest niezwykle ważna. Ludzie nie lubią wiedźm i nie dziwię się im. Tyle, że jak mam im wytłumaczyć, że ja jestem "ta dobra" zanim wrzucą mnie na stos? Nie uwierzą, nie będą słuchać. W lesie czają się też zbóje, którzy chętnie napadną na młodą damą obdarzoną mocą... dla tych fizycznych spraw ale i dla możliwości skorzystania z mego daru. Nie wspomnę też o wilkołakach i mniej groźnych wampirach, złośliwych wróżkach i chochlikach lub... demonach. Po placach przechodzi mnie dreszcz. Od czasu gdy Czarny Las stał się bramą do Piekła. Pojawiło się tu wiele nowych lokatorów. Od razu każdy wiedział, że lepiej z demonami nie zadzierać. Są silne, szybkie i uwodzicielskie. Zawsze wygrywają. Nikt nie ma z nimi szans.
-...Niech to!..- mówię ściszonym głosem gdy moja stopa napotyka dużą błotnistą kałużę. Nie zauważyłam jej. Wycieram mój obtarty z każdej strony but. Mimo to dzielnie idę naprzód. Skręcam za murem z świerków i niemalże wskakuję do łagodnej, obrośniętej trawą dziury. Nie jest głęboka lecz przytulna, jak schron.
- Everres!... Everees!- krzyczę ale tylko przez chwilę aby nie zwabić nikogo. Siadam w zagłębieniu i nasłuchuję. Już po paru minutach o moje ciało ociera się ciepłe futerko i wychodzi na przód. Mały lis kładzie się tuż przede mną i spogląda na mnie brązowymi ślepiami.
- Uciekłaś- To stwierdzenie rozlega się nagle. Patrzę się na lisa.
- Tak- Odpowiadam mu. Zapada długa cisza.
Everees nie zawsze była zwierzęciem. Była moją siostrą ale właśnie tak kończą Ci którzy przeskrobią coś u elfów. Tak są karani. Zabrano jej ciało, a za to, że próbowała ich przechytrzyć dano jej postać lisa... i przeklęto na wieki. Według prawa elfów nie jest mi już dane nazywać Everees swoją siostrą, więc skoro nie mogę to niech, przynajmniej jest moją najlepszą przyjaciółką. Choć wraz z ludzkim ciałem moja "siostra" straciła głos, ja wciąż ją rozumiem. Jej myśli rozbrzmiewają w mojej głowie. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której ktoś zamknął by mnie w ciele zwierzęcia. Tak bardzo jej współczuję...
***
Uwaga! Szczerze mówiąc, popisałabym dalej ale dopiero zaczynam i nie chcę Was przytłoczyć długością tekstu. Historia Ingrid dopiero się zaczęła ale musicie wiedzieć, że to nie będzie tylko jej historia, z resztą wszystko w swoim czasie.

Jak na razie zapowiada się świetnie! Takie opowiadania lubię. :) Obserwuję. :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na mój blog - dopiero zaczynam. http://brave-eyes.blogspot.com/
Ten rozdział jest super. Bardzo lubię twój blog :) Cieszę się że na ciebie wpadłam i pozdrawiam...Zapraszam na nowy rozdział http://ksiegi-missoula.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń