Music

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział II



      Widok wiedźmy był dla mnie normalny już od dziecka. Wiecznie ten duszący odór. Przytłumione krzyki ludzi. Rozrywające serce płacze dzieci. Dobrze pamiętam jak pomogłam uciec jednej dziewczynce. Miała takie ładne imię- Wilfria. Nie chciałam słyszeć, czuć jak umiera... do tej pory mam czerwony ślad na lewej ręce. Matka potrafiła uderzyć, używając energii. 
     Wiem jak umarł ojciec
Przymykam oczy. Właściwie, nie nazwałam go nigdy "tatą". Był Panem odwiedzającym nas czasami ale nigdy nie wysilającym się nawet na uśmiech. Nie odwiedzał nas po to by spojrzeć na mnie i powiedzieć coś w stylu: Ale wyrosłaś!
      Pan przychodził by wziąć zapas mikstur, które potajemnie używał do swoich prywatnych spraw...no, i czasem posuwał moją matkę. Na samą myśl o tym mdli mnie. Pan szybko umarł. Tak nagle. Pewnie w tej szopie za domem do której bałam się wchodzić. W pewnym sensie ma szczęście gdyż jego poprzednik, ojciec Everees, żył o wiele krócej.
      Everees... była dla mnie zawsze autorytetem i jedynym oparciem. Często opowiadała mi o czasach w których mama była całkiem normalna. Gdy jej włosy były w schludnym koku, na stoliku stała misa owoców i dziczyzna, a w domu czuć było ciepło i bezpieczeństwo. Magia zabrało to.
      - Stark!- słyszę męski głos i zamieram w bezruchu. Nasłuchuję -Stark!- wnioskuję, że to imię i że mężczyzna kogoś woła. Ścieżka biegnąca, skrajem lasu staje się nagle bardzo niebezpieczna. Po prawej dobiega mnie trzask gałązek. Idzie tu. Odwracam się gotowa do ucieczki. I wtedy trafiam na czyjeś ciało. Chwieję się i staram złapać równowagę.
     - Kto ty?- pyta się postać. Przerażona zerkam na około dziewiętnastoletniego chłopaka. Ma jasnobrązowe włosy, sklejone od potu i brudu, oczy niczym jastrząb i zmęczoną twarz z zarostem. Nie wiem co robić. Wpadam w panikę. Pamiętaj, jesteś normalna. Im bardziej dziwna jesteś, tym większa szansa, że ta strzelba w jego dłoni znajdzie się niebezpiecznie blisko Twojej głowy.
     - Ema- odpowiadam cicho, pamiętając słowa Everees by na wszelki wypadek nie podawać swej prawdziwej tożsamości.
      -Skąd?- kolejne trudne pytanie. Chłopak mruży oczy. Kątem oka cały czas obserwuję strzelbę.
      - Z Freiburga. Podróżuję... jestem krawcową i gospodynią- moje słowa są za szybkie, zbyt płynne, nienaturalne. Mam nadzieję, że nie wyczuje w tym kłamstwa. Zza krzaków wybiega duży, brązowy pies. To on musiał tak hałasować. 
      - Stark!, do nogi...- pies posłusznie podbiega do Pana. Kiedy zwierz znajduję się przede mną zaczyna cicho skomleć. Czuje moją krew, która nie do końca jest ludzka. Zaciskam szczękę. 
      -Sprawa wygląda tak. Ja daję Ci dach nad głową, a ty sprzątasz i gotujesz... w końcu potrzebujesz pracy, tak?- kiwam głową, choć każda cząstka każe mi uciekać w tej chwili - Chyba idzie burza, Stark zazwyczaj wtedy zachowuje się jak przerażony szczeniaczek. Wieczór tuż tuż, a ja jestem całkiem ciekaw jak powiódł się plan i na wszelki wypadek wolę być w bezpiecznej chacie- Słowo "Plan" brzmi w jego ustach majestatycznie. Niestety nie rozumiem o co chodzi. Drepczę za nim, choć rozum każe uciekać. Jak długo zdołam ukrywać swoją naturę?
     - Przepraszam... jaki PLAN?- chłopak zatrzymuje się i zerka na mnie z góry. Jest ode mnie o wiele wyższy. Dla niego muszę być jeszcze dzieckiem. Tydzień temu skończyłam dopiero co 15 lat.
      - Nie wiesz? Wszyscy o tym gadają od tygodni! Musiało Ci się obić o ucho...- gdy to mówi marszczy czoło, a ja znów czuję się jak mała dziewczynka nad przepaścią.
      - Coś tam słyszałam ale...- moje gardło odmawia posłuszeństwa. Kiedy ostatnio coś piłam? - No o wiedźmy, dziewczyno!- krzyczy nagle chłopak. Moje ciało przechodzi dreszcz.
      - O te niewdzięcznice w lasach. Trują nam życie. Mieliśmy tego dość. Dziś parę wiosek zdecydowało się zaatakować. Zasługują na śmierć
     - Ah tak... pewnie, że tak- mówię a przed oczami znów mam mój sen. Jestem daleko od płomieni. Everees też się przeniosła. Dziś może nie zginę. Zamierzam pełnić rolę Służki do czasu, aż mój nowy Pan nie zorientuje się, że coś ze mną nie tak. Po drodze obserwuję ostatnie ptaki i nadlatujące znikąd nietoperze. Wsłuchuję się w koncert cykad. Chłopak prowadzi mnie na wzgórze, na którym maluje się rozpadająca ale wciąż przydatna chata. Zaczynam nowe życie. Tak jak marzyłam...no, oczywiście w moich marzeniach wyglądało to lepiej ale przynajmniej będę mieć dach nad głową. Rzadko kto przyjmuje dzieci w moim wieku. Za duże na wychowanie i za słabe na cięższe prace. 
     Nim dochodzimy do chaty mam setki wyrzutów i obaw, które promieniują w mojej aurze. Staram się to stłumić ale moja energia chce się uwolnić. Lekki wiatr przemyka obok mnie i bawi się moimi rudymi włosami. Pamiętam jak Pan powiedział kiedyś, że są brzydkie i że on na moim miejscu by je ściął. Muskam moje włosy dłonią. Są tragicznie przesuszone i śmierdzą gorzej niż zazwyczaj. 
     - A tak w ogóle to jestem Medard- odzywa się nagle chłopak, a ja wydają cichy dźwięk, który prawdopodobnie miał być oznaką zaakceptowania jego wypowiedzi.
      - Masz żonę?- pytam, a chłopak wzdycha, otwierając drzwi i kładąc strzelbę na ganku. Stark wbiega radośnie przez wysoki próg. Boję się, że wypomni mi to, że nie zwróciłam się do niego "Panie".
      - Nie. Mieszkam z siostrą. Ale Pani Gerwina jest w tej chwili ciężko chora... potrzebuje ciszy- mówi, a ja kiwam głową, przyjmując do wiadomości to, że nie akceptuje żadnych hałasów w domu. Niemal przeskakuję przez próg i czuję ulgę, że Medard nie zwraca dużej uwagi na to jak się do niego zwracam.
     - Na co jest chora?- próbuję pokazać, że niezmiernie martwi mnie stan jego siostry.
     - Zakażenie chyba. Dziki pies ją zaatakował- chłopak odpowiada, a ja słyszę drżenie w jego głosie. Pozwalam sobie na wgląd w jego aurę. Kocha Gerwinę. Jest jedyną osobą, która mu pozostała. Wie, że umiera i bardzo się tego boi. Kiedy jego ból zaczyna być przytłaczający, przestaję czytać jego aurę. Skupiam się na oglądzie przedsionka i z zadowoleniem stwierdzam, że pachnie tu znacznie lepiej niż w moim dawnym domu. 
      Chłopak ostrożnie zerka do najbliższej izby - Wróciłem siostrzyczko. Znalazłem Ci kogoś do towarzystwa...- czuję, że powinnam także wejść do izby. Cicho zbliżam się do Medarda.
     - To Ema. Będzie teraz z nami mieszkać...jak się czujesz?- mówiąc to podchodzi do łóżka i chwyta bladą dłoń słabiutkiej istotki. Przygryzam wargę bo nie wiem co powinnam teraz robić. Nerwowo szuram nogą po spękanej podłodze. 
     - Ema...- słyszę nieśmiały, dziewczęcy głos i dopiero teraz mam odwagę zerknąć na łóżko. W kocach leży śliczna dziewczyna o dużych, sarnich oczach. Jest ogromnie podobna do brata. Automatycznie wnikam w jej aurę. 
Gerwina jest bardzo chora. Wirus zainfekował już całe ciało. Serce ma zamiar zakończyć swą pracę już za tydzień. Czuję śmierć.  Jej miłość do brata i strach przed bólem, który ją czeka jest główną cząstką, którą da się w niej wyczuć. 
     Podchodzę do łóżka - Tak?- pytam. Gerwina uśmiecha się na mój widok
     - Oh, ależ ty jesteś śliczna!- mówi, a ja się czerwienię. Odkąd pamiętam wszyscy zawsze mówili mi, że jestem brzydka. Mam szpiczasty, piegowaty nos. Wyłupiaste szaro niebieskie oczy i zero wdzięku. Nie jestem ładna, a mimo to jej komplement jest całkowicie szczery. 
     - Dziękuję- odpowiadam - Będzie dobrze- wyrywa mi się to stwierdzenie. Obawiam się reakcji ale Gerwina rozpromienia się. Widocznie bardzo jej to pomogło. I wtedy niechcący zerkam na twarz Medarda. Dostrzegam jego ból w spojrzeniu. Słyszę płacz, który tłumi w sobie. I wtedy już wiem, że nie mogę odejść. Że muszę mu pomóc. I choćby  miał dowiedzieć się kim jestem: Uratuję jego siostrę...

(A więc oto moje wypociny. Mam nadzieję, że nie jest najgorzej :) )

niedziela, 20 lipca 2014

Hej

      Pierwsze poty za nami. Wiem, że brak chwilowo rozdziałów ale to przez przyjazd mojej przyjaciółki. Brak mi czasu. Dla mnie Rok Szkolny wciąż trwa i ostatnie poprawki. Do tego wiele innych spraw. Proszę o cierpliwość. Kolejne rozdziały w przygotowaniu. 
Czarny Las tak łatwo nie da o sobie zapomnieć...

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 1

     Budzi mnie natarczywe skrzypienie podłogi, a gdy otwieram oczy nie jestem pewna czy czuję ulgę bo wciąż żyję, czy zawiedzenie bo nadal jestem w zagraconym domku matki. Zrzucam z siebie zabrudzony i potargany koc oraz nabieram w płuca powietrze przepełnione dobrze mi znanym odorem, jaki mają wszystkie wiedźmy. 
      - Długo dziś spałaś- odzywa się mama z głębi chaty, odwiązując spod dachu wysuszone zioła.
      - Miałam zły sen...- mówię i przełykam ślinę. Moje sny to niemal zawsze przepowiednie. Nie mam wątpliwości, że pożar nadejdzie pod wieczór. Że jeśli chcę uciec to teraz. 
      - Dziś jest Noc Elfów kochanie...- zaczyna matka i kieruje swój zniszczony Czarną Magią wzrok w moją stronę-  zechcesz ze mną...-
     - Nie! Nie ze chcę. Mówiłam to już wiele razy: nie mieszaj mnie w to- odpowiadam trochę nazbyt głośno. Matka wpatruje się we mnie ale jedynie wzdycha cicho i odwraca się ponownie w stronę ziół. Przecieram twarz dłonią i wstaję z okrytej kocami deski, którą zwykłam nazywać łóżkiem.
      Noc Elfów tego roku wypada na początku lipca i jak zawsze znaczy wiele dla mamy. Osobiście nie przepadam za Elfami. Uważają się za panów tego lasu. To prawda, są nieodłączną częścią Czarnego Lasu ale i bez nich nie żyło by się najgorzej. Wiedźmy zorganizują tej nocy Sabat gdzieś na polanie "w środku kręgu" i wymienią się tym co wiedzą oraz narobią kolejnych kłopotów temu światu.
      Otwieram prowizoryczne szafki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zgniłe jabłka i zajęcze kości to jedyne co znajduję. Po pokoju rozlega się warkot mojego żołądka. Słyszę głos mamy.
      - Nie powinno się jeść w Noc Elf...
      - Milcz!- nie wierzę, że tak po prostu to powiedziałam. Podchodzę do matki i spoglądam w jej czarne oczy - Nie obchodzi mnie żadna Noc Elfów, rozumiesz? Jestem Twoją córką, domagającą się jedzenia, które powinno tu być za pieniądze, które ci przynoszę z pracy na polu. Gdzie one są?
      Mama zaciska usta. Jej przesuszone, brązowe włosy zaczynają lekko falować pod wpływem energii. Nie rzuci na mnie zaklęcia. Wiem, że nie da rady. 
      - Demony- to jedyne co pada z jej ust. Jestem wściekła.
      - Co? Dałaś demonom nasze pieniądze?- pytam się. Mam ochotę wrzeszczeć.
      - Dobrze wiesz, że jeśli nie dostaną czego chcą odbiorą mi mój dar...
      - I ja mam głodować za Twój cholerny  DAR?! - akcentuję ostatnie słowo. Mama milknie.
      - Wspaniale...- bełkoczę pod nosem oraz sięgam po skórzaną torbę, która zawsze jest gotowa w razie nagłej ucieczki. Odwracam się i otwieram drzwi.
      - Ingrid... nie odchodź- szepcze matka ale nie słucham jej. Trzask drzwi jest muzyką dla moich uszu.
      Nasza chatka leży za gajem brzóz i zazwyczaj nie mamy gości. Jedynie Ci, których ściąga tu Lordia, moja mama. Najczęściej to dzieci, którym odbiera życiodajną energię. Widok tych podłych brzóz jest dla mnie tym razem pocieszający gdyż wiem, że widzę je po raz ostatni. Wytężam słuch ale nie rozlega się śpiew żadnego ptaka. Cóż się dziwić. To okolica Lordii. Tu się nie raduje lecz umiera...
      Czarny Las zamieszkuje wiele wiedźm. Każda ma swój region, a jest ich cztery. Region Ziemi, Ognia, Powietrza oraz Wody. Tak się składa, że przypadło mi żyć w Powietrznej strefie. Wiedźmy to ciekawe istoty. Tacy jak moja matka byli kiedyś normalni ale zapragnęli władzy. Chcieli być inni, lepsi. Najprostsza droga to zawrzeć pakt z Szatanem lub też z demonami jeśli nie lubisz większego wysiłku. Wszystko ma jednak swoją cenę. Magii nie dostaniesz za darmo. Aby czarować wiedźmy potrzebują wiele energii, którą zyskują z nieszczęśników zapędzonych pod ich dom. Jednakże zabijając tracą w sobie to co ludzkie. Zmieniają się w potwory. A dziś w nocy będą nadzwyczaj okrutne. 
       Jestem wiedźmą. Jako córka Lordii odziedziczyłam dar kontrolowania energii. Posiadłam wiedzę o eliksirach i wywarach ale nigdy nie splamiłam się krwią innego stworzenia. Moja magia wciąż jest czysta choć słaba. Ani mi się śni jej powiększać. 
      Jeszcze raz zerkam na żałosną chatkę po czym kieruję się w stronę wydeptanej przeze mnie dróżki, którą jestem w stanie pokonywać dziennie ze sto razy. Próbuję siłą woli uciszyć domagający się pożywienia brzuch ale wszystko na nic. Do moich nozdrzy dociera również zapach potu z mojej zniszczonej bordowej sukni, kupionej za parę drobniaków. Zatrzymuję się i skupiam swoją energię, myśląc o wodzie ale nic się nie dzieje. Mimo tego, że narodziłam się w kręgu powietrza wciąż mam złudne nadzieje, że dałabym sobie radę z magią wody. Nadzieja umiera ostatnia. 
       Rozglądam się uważnie. Ostrożność w moim przypadku jest niezwykle ważna. Ludzie nie lubią wiedźm i nie dziwię się im. Tyle, że jak mam im wytłumaczyć, że ja jestem "ta dobra" zanim wrzucą mnie na stos? Nie uwierzą, nie będą słuchać. W lesie czają się też zbóje, którzy chętnie napadną na młodą damą obdarzoną mocą... dla tych fizycznych spraw ale i dla możliwości skorzystania z mego daru. Nie wspomnę też o wilkołakach i mniej groźnych wampirach, złośliwych wróżkach i chochlikach lub... demonach. Po placach przechodzi mnie dreszcz. Od czasu gdy Czarny Las stał się bramą do Piekła. Pojawiło się tu wiele nowych lokatorów. Od razu każdy wiedział, że lepiej z demonami nie zadzierać. Są silne, szybkie i uwodzicielskie. Zawsze wygrywają. Nikt nie ma z nimi szans.
      -...Niech to!..- mówię ściszonym głosem gdy moja stopa napotyka dużą błotnistą kałużę. Nie zauważyłam jej. Wycieram mój obtarty z każdej strony but. Mimo to dzielnie idę naprzód. Skręcam za murem z świerków i niemalże wskakuję do łagodnej, obrośniętej trawą dziury. Nie jest głęboka lecz przytulna, jak schron.
      - Everres!... Everees!- krzyczę ale tylko przez chwilę aby nie zwabić nikogo. Siadam w zagłębieniu i nasłuchuję. Już po paru minutach o moje ciało ociera się ciepłe futerko i wychodzi na przód. Mały lis kładzie się tuż przede mną i spogląda na mnie brązowymi ślepiami.
      - Uciekłaś- To stwierdzenie rozlega się nagle. Patrzę się na lisa. 
      - Tak- Odpowiadam mu. Zapada długa cisza.
      Everees nie zawsze była zwierzęciem. Była moją siostrą ale właśnie tak kończą Ci którzy przeskrobią coś u elfów. Tak są karani. Zabrano jej ciało, a za to, że próbowała ich przechytrzyć dano jej postać lisa... i przeklęto na wieki. Według prawa elfów nie jest mi już dane nazywać Everees swoją siostrą, więc skoro nie mogę to niech, przynajmniej jest moją najlepszą przyjaciółką. Choć wraz z ludzkim ciałem moja "siostra" straciła głos, ja wciąż ją rozumiem. Jej myśli rozbrzmiewają w mojej głowie. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której ktoś zamknął by mnie w ciele zwierzęcia. Tak bardzo jej współczuję...

***

Uwaga! Szczerze mówiąc, popisałabym dalej ale dopiero zaczynam i nie chcę Was przytłoczyć długością tekstu. Historia Ingrid dopiero się zaczęła ale musicie wiedzieć, że to nie będzie tylko jej historia, z resztą wszystko w swoim czasie.


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Prolog

Prolog

      Oddech. Pamiętaj o oddechu...
Powtarzam w głowie ale nabranie powietrza jest aktualnie bardzo trudne. Opieram się o pień i kaszlę. To pogarsza sytuacje. Mój organizm natychmiast zaczyna domagać się większej dawki tlenu ale dym nie pozwala mu na to. Oczy zaczynają mi łzawić, a mimo to wciąż jak idiotka patrzę się w płomienie za mną. Gdzieś tam jest Everees. Gdzieś tam zostawiłam ją i uciekłam, zatykając bezczelnie uszy by nie słyszeć jej krzyku. 
     
 Chciałabym latać. Mieć skrzydła. Odbić się od ziemi i wzlecieć w bezpieczne powietrze. Uciec od ognistej pułapki, która trawi las. Zabić tych, którzy to zrobili. Rzucam się w gąszcz pokrzyw i zaciskam zęby gdy łodygi boleśnie atakują moje nogi. 
    
  Mogłam już dawno uciec od matki. Od podupadającego domku w lesie i dziwadeł. Mogłam już dawno być uważana za normalną. Ale oczywiście musiałam zostać. Musiałam obserwować jej rytuały. Jej oczy pozbawione blasku, usta wymawiające hebrajskie zwroty i dłonie zaciśnięte na karkach ofiar, które miały oddać życie w zamian za jej brudną magię. Czy właśnie śmiercią mam zapłacić za tą głupotę? 
      
Upadam gdy wybiegam z gąszczu olch i ląduję prosto w dużej kałuży, która chłodzi moje ciało. Dopiero później czuję ból gdy moja stopa widnieje pod nienaturalnym kątem w wyniku upadku. Mimo to wstaję i kuśtykając biegnę przed siebie. Przebiegam koło pustej zagrody i uśmiecham się głupio na widok dróżki do miasta. To jakieś dwa kilometry. Gdy tam dojdę zacznę nowe życie. Obiecuję sobie, że nigdy w życiu nie użyję magii, tylko ten jeden raz by nikt nie rozpoznał mnie jako córkę Lordi. Później będzie już lepiej. 
      
Za późno dochodzi mnie szczekanie psa. Gdy się odwracam widzę tylko mężczyznę na ganku, który precyzyjnie celuje strzelbą w moją czaszkę. Słyszę huk, który  przypomina mi odgłos płonącego lasu i krzyk Everees, mojej przyjaciółki, którą pozostawiłam na pastwę losu. Moje ciało uderza o ziemię. Wydaje mi się, że pada deszcz lecz to jedynie iluzja. Unoszę się... ale czemu dopiero teraz? Spoglądam w dal. Brakło mi dwóch kilometrów. Durnych dwóch kilometrów do nowego życia...



niedziela, 29 czerwca 2014

Wprowadzenie

Kto w tych czasach jest się w stanie przyznać, że wierzy w Zjawiska Paranormalne, Magię...?
Kto ma na tyle odwagi by otworzyć oczy i spojrzeć na świat pod innym kątem...?
Kto spróbuje wejść do Czarnego Lasu...i przeżyć?...

Wszędzie są tajemnice. Legendy zatarte już dawno temu. Historie zawierające zbyt straszną prawdę by mogła zastąpić kłamstwo.

Wszyscy znamy fantasy. Każdy wie czym jest "Harry Potter" lub też "Zmierzch". Opowieści, które pokochały miliony z Was a i niektórzy znienawidzili.
Potrafimy się nimi fascynować, a jeszcze inna wyjątkowa grupa zaczyna wyobrażać sobie jak to by było być jednym z nich... jedną z tych tajemniczych postaci.
Nie można się tak zatracać w marzeniach. Wszystko co piękne ma ogromne wady. Więc zanim zaczniesz marzyć pomyśl czy Twoje życie jest na tyle bezwartościowe aby karcić go tajemnicami i zasadami.

Nasza historia potoczy się w pięknym a zarazem starym Bad Säckingen. Pełnym sekretów o których pamiętają jeszcze nasi dziadkowie. 
Wyobraźcie sobie, że wszystko co wydawało nam się baśniowe... istnieje. Istnieje na innych zasadach.
Kapturka zgwałcił wilkołak, za to wiedźmy zabiły Jasia i Małgosię oraz setki innych dzieci. Śpiąca Królewna została zaklęta przez nieostrożny pakt z demonami, a to co my wiemy jest jedynie inną wersją, gdyż wątpię by prawda została dobrze przyjęta przez dzieci.

Wystarczy spojrzeć choćby na fakt, że jeszcze 100 lat temu tu wierzono w elfy... po czym tak nagle przestano. Kto jest odpowiedzialny za niepamięć? Nie wiem...ale ja obiecuję się tego dowiedzieć.

A nic tak najlepiej nie uczy sekretów jak Czarny Las...





~Zapraszam do czytania :)