Prolog
Oddech. Pamiętaj o oddechu...
Powtarzam w głowie ale nabranie powietrza jest aktualnie bardzo trudne. Opieram się o pień i kaszlę. To pogarsza sytuacje. Mój organizm natychmiast zaczyna domagać się większej dawki tlenu ale dym nie pozwala mu na to. Oczy zaczynają mi łzawić, a mimo to wciąż jak idiotka patrzę się w płomienie za mną. Gdzieś tam jest Everees. Gdzieś tam zostawiłam ją i uciekłam, zatykając bezczelnie uszy by nie słyszeć jej krzyku.
Chciałabym latać. Mieć skrzydła. Odbić się od ziemi i wzlecieć w bezpieczne powietrze. Uciec od ognistej pułapki, która trawi las. Zabić tych, którzy to zrobili. Rzucam się w gąszcz pokrzyw i zaciskam zęby gdy łodygi boleśnie atakują moje nogi.
Mogłam już dawno uciec od matki. Od podupadającego domku w lesie i dziwadeł. Mogłam już dawno być uważana za normalną. Ale oczywiście musiałam zostać. Musiałam obserwować jej rytuały. Jej oczy pozbawione blasku, usta wymawiające hebrajskie zwroty i dłonie zaciśnięte na karkach ofiar, które miały oddać życie w zamian za jej brudną magię. Czy właśnie śmiercią mam zapłacić za tą głupotę?
Upadam gdy wybiegam z gąszczu olch i ląduję prosto w dużej kałuży, która chłodzi moje ciało. Dopiero później czuję ból gdy moja stopa widnieje pod nienaturalnym kątem w wyniku upadku. Mimo to wstaję i kuśtykając biegnę przed siebie. Przebiegam koło pustej zagrody i uśmiecham się głupio na widok dróżki do miasta. To jakieś dwa kilometry. Gdy tam dojdę zacznę nowe życie. Obiecuję sobie, że nigdy w życiu nie użyję magii, tylko ten jeden raz by nikt nie rozpoznał mnie jako córkę Lordi. Później będzie już lepiej.
Za późno dochodzi mnie szczekanie psa. Gdy się odwracam widzę tylko mężczyznę na ganku, który precyzyjnie celuje strzelbą w moją czaszkę. Słyszę huk, który przypomina mi odgłos płonącego lasu i krzyk Everees, mojej przyjaciółki, którą pozostawiłam na pastwę losu. Moje ciało uderza o ziemię. Wydaje mi się, że pada deszcz lecz to jedynie iluzja. Unoszę się... ale czemu dopiero teraz? Spoglądam w dal. Brakło mi dwóch kilometrów. Durnych dwóch kilometrów do nowego życia...

